Masz już konto?Zaloguj się!

Chcieliśmy przedstawić Tobie krótką historię powstania pomysłu na portal. Opowieść, która pewnie przypomina Twoje życie, bo losy emigrantów są podobne i to powinno nas łączyć!

Byłem w niebie

Na początku wydawało mi się, że wylądowałem w Raju. W każdym razie, emigracja pozwoliła mi się wyrwać z impasu, w którym tkwiłem przez ostatnie pół roku. Wiesz jak to jest - odchodzi najbliższa ci osoba, a jej ostatnie słowa to: "Adam, cały czas Cię krzywdzę, nie jestem dobrym człowiekiem. Musimy się rozstać." Kiedy moja ex odeszła, by "nie być dobrą osobą" dla kogoś innego, nie mogłem się pozbierać.

Wpadłem w dziwny stan, nie mogłem zmusić się do wykonania najprostszych czynności. Na dodatek studia. Wtedy już mogłem myśleć o nich w czasie przeszłym, bo wraz ze stosem piętrzących się w kuchni naczyń, rosła liczba nieoddanych projektów, nienapisanych zaliczeń. Nie spałem na pieniądzach, a wiązać koniec z końcem było coraz trudniej, kiedy stypendium z informatyki przestało wpływać no moje konto. Nie był to szczyt moich marzeń.

Emigracja

Pewnego dnia, podczas bezsensownego jak zwykle surfowania po Internecie, trafiłem na oferty wyjazdu do Wielkiej Brytanii. Nie zastanawiałem się ani przez chwilę, wiedziałem, że muszę coś zmienić. W ten sposób trafiłem do UK i, jak szybko się okazało, mimo tego, że życie tutaj było w standardzie, jakiego pragnąłem, czułem, że nie wszystko jest takie, jakie powinno być. I nie chodziło tu nawet o pracę - przez kilka miesięcy stałem na zmywaku, nikt nie chciał przyjąć do branży IT chłystka, który skończył licencjat i nie ma doświadczenia w zawodzie. Nocami dłubałem jeszcze jakieś własne projekty, miałem kilka pomysłów, stwierdziłem, że przepękam jakiś czas, ale nie mogę wyjść z wprawy.

Samotność

Co innego mi doskwierało. Samotność. Nigdy nie sądziłem, że tak źle będzie mi samemu. I to nawet nie kwestia tego, że byłem z dala od Ojczyzny. Co ja jestem, Mickiewicz? Teraz jest Skype, telefony, maile, masa możliwości. W mieszkaniu udało mi się nawet oglądać trochę polskiej telewizji, a wtedy był to nielada wyczyn. Poza tym, nie było za czym tęsknić, na “zachodzie” życie było inne, lepsze. Wielki świat! Czemu więc nie podszedłem do jakiejś dziewczyny? Nie zagadałem...? Pewnie, że to robiłem! Oczywiście na tyle, na ile wystarczało czasu. Praca pochłaniała jego większość (po paru miesiącach zostałem kelnerem, a potem nawet menadżerem restauracji!), a wolne chwile, które udawało mi się spędzić w klubach - cóż, nie wspominam ich zbyt przyjemnie.

Straciłem fortunę, próbując umawiać się z dziewczynami, jednak ich język ojczysty sprawiał mi początkowo wiele trudności. Kilka razy prawie udało mi się zdobyć ich numery, parę razy zostałem wystawiony do wiatru, raz porządnie stłukł mnie koleś, bo oczywiście nie zrozumiałem, że drobna blondynka przy barze jest zajęta. I to przez ochroniarza. Zostawały mi portale randkowe, ale jako że większość czasu spędzałem w pracy, mogłem korzystać z nich jedynie przez telefon. Żadna ze stron nie była do tego stworzona..., a mnie średnio bawiła ta mordęga, przypominająca próbę złapania komara w rękawicach bokserskich.

Tak właśnie moje próby znalezienia partnerki przeciągały się w czasie. Bardzo się przeciągały. Po kilku latach spędzonych w UK dostałem swoją pierwszą pracę w IT. Dzięki temu miałem trochę więcej kasy, ale przede wszystkim pracowałem w zawodzie. No i znalazłem więcej czasu, aby móc popracować nad własnym projektem. Można powiedzieć, że marzeniem.

Spotkanie po latach

Nie minęło wiele czasu, a zupełnym przypadkiem wpadłem na Irka - kumpla z liceum. Irek, jak to sam mówił, nigdy nie lubił tego nieprzydatnego ściemniania na lekcjach, do którego zmusili go rodzice. "Do końca życia będziesz zamiatał ulice!" - wołała wściekła mama, patrząc na irkowe świadectwo, którym, delikatnie mówiąc, nie było się co chwalić.


Chłopak nigdy nie stronił od pracy, a tak się złożyło, że jego mama ciężko zachorowała, więc przyjechał tutaj w poszukiwaniu pracy. To było parę lat temu, można śmiało powiedzieć, że uratował jej życie, bo dzięki jego harówie stać ich było na bardzo kosztowną terapię, którą przeszła. Irek śmieje się, że chociaż nigdy tego głośno nie powiedziała, to cieszy się, że jej syn w szkołę wolał rzucać kamieniami, niż marnować w niej czas. Wyszliśmy kilka razy do pubu po tym spotkaniu i tak zaczęła się nasza przygoda. No, może nie tak szybko.

Opowiedziałem Irkowi, czego najbardziej brakuje mi na Wyspach. Po chwili milczenia i przechylonym kieliszku wściekłego psa, przyznał, że też czuje się samotny. Ma dużo obowiązków, bo dorobił się własnej firmy, zajmującej się loft conversions i trudno mu znaleźć czas na umawianie się z kimkolwiek. Poza tym, tutaj nie jest tak łatwo - wciąż jesteśmy tylko obcokrajowcami. Wtedy opowiedziałem mu o swoim projekcie.

Zawsze chciałem założyć portal społecznościowy i szukałem odpowiedniego tematu.

Narodziny Polish Souls

Rozwiązanie przyszło samo - tu w UK. Żaden portal randkowy nie był przystosowany dla osób mających mało czasu, żyjących w ciągłym biegu - a przecież taka jest specyfika Wielkiej Brytanii. Co chwile ktoś na ciebie wpada, dostajesz zgagi, bo na żaden posiłek nie przeznaczyłeś więcej niż 6 minut i 23 sekundy, na dodatek za każdym razem stałeś. Wszyscy chodzą jak nakręceni, matki z dziećmi się spieszą, nawet bezdomni jakoś szybciej proszą o parę funtów, uważając, żeby pacjent im nie uciekł, zanim sięgnie do kieszeni.

Mimo wszystko nikt nie pomyślał o tym, żeby dla takich właśnie ludzi stworzyć portal randkowy - portal, z którego będą mogli skorzystać na każdym urządzeniu, bo najczęściej to robią na telefonie, no i zamiast pikseli, w prentensjonalnej szacie graficznej, którą rzeczywiście często wstyd odpalić w komunikacji miejskiej (bo wszyscy od razu zaglądają przez ramię, zastanawiają się czemu 30-latek ogląda kucyki Pony), zobaczą niesamowitą grafikę i przede wszystkim zdjęcia ludzi, z którymi będą chcieli się umówić (a nie miniaturę przypominającą Mario Bros z Nintendo).

Małe problemy ...

Irek chwile się zastanawiał i powiedział, że w to wchodzi. Zupełnie oniemiałem. Niczego mu nie proponowałem, a on sam z siebie, że chce w to zainwestować. Długo tego wieczora piliśmy i omawialiśmy szczegóły, ale projekt i tak utknął na kilka miesięcy.

Nie mieliśmy grafika. Parę miesięcy później okazało się, że warto było poczekać. Do mojej firmy zapukała Róża, również koleżanka z LO. Na co dzień prowadziła dość barwne życie pomieszkując na squacie i eksperymentując graficznie, coś na kształt Witkacego. A tak naprawdę, to jest z niej bardzo utalentowana graficzka, która nie mogąc utrzymać się z ambitnych, ale nieopłacalnych ulicznych projektów, co jakiś czas przyklejała się do firm IT, oferując swoje usługi przy tworzeniu stron www, etc. Od razu opowiedziałem jej o naszym projekcie, a ona z uśmiechem na twarzy przyjęła propozycję natychmiastowo.

Brakujący element

No i jest jeszcze ktoś, kogo zapomniałem przedstawić. Borys - człowiek legenda. Magister kulturoznawstwa. Lata spędzone na Erasmusach, wymianach międzynarodowych i wycieczkach zagranicznych. Skubany ma coś w sobie. Posiada nadludzką zdolność gromadzenia pieniędzy (nikt nie wie jak to robi), a na dodatek ma straszny tupet.


On był ostatnią częścią łańcucha, który napędza nasz serwis randkowy. Wyłożył brakującą część kasy, a z braku stałego zajęcia, załatwił wszystkie formalności w urzędach.

Teraz czas na Ciebie. Adam, Irek, Róża i Borys - my tylko stworzyliśmy szansę, żeby wszyscy Polacy na emigracji wiedzieli, co to jest polska dusza. I żeby każdy odnalazł bratnią.